Węzeł gordyjski

(…) Kiedy Aleksander zawładnął miastem, wszedł do świątyni Jowisz. Tam zauważył wóz, na którym podobno jeździł Gordios, ojciec Midasa; wóz ten niczym się nie różnił od pospolitych i powszechnie używanych w tym kraju. Zwracał jedynie uwagę sam zaprzęg, w którym rzemienie były splątane i powiązane w taki sposób, że węzeł był ukryty. Mieszkańcy miasta mówili o istnieniu przepowiedni głoszącej, że ten, kto rozwiąże trudny do rozplątania węzeł, będzie panem Azji. Aleksander zapałał chęcią spełnienia tej wyroczni. Tłum Frygów i Macedończyków otoczył króla: Frygowie w napięciu, pełni oczekiwania, Macedończycy – poruszeni lekkomyślnością zawsze pewnego siebie króla. Gdy Aleksander przystąpił do rozwiązywania splotu rzemieni tak zagmatwanego, że nie można było ani dostrzec, ani nawet domyślić się, gdzie szukać jego początku czy końca, zaniepokoili się, by daremne usiłowania nie zmieniły się w złą wróżbę. Król jednak nie mocował się długo z węzłem. „Nieważne – powiedział – w jaki sposób się to rozplącze” – i mieczem przeciął wszystkie rzemienie. Albo zadrwił z wyroczni, albo ją w ten sposób wypełnił.

Autor: Kwintus Kurcjusz Rufus, Historia Aleksandra Wielkiego, PWN, tłum. zbiorowe pod red. Lidii Winniczuk

 

Węzeł gordyjski jest symbolem problemu nie do rozwiązania. Ale tamten węzeł był celowo tak zrobiony,  aby nikt niepowołany nie mógł go rozwiązać. W naszym przypadku analogią jest tylko to, że problemów z którymi mamy do czynienia na tym czy innym skrzyżowaniu od lat nie można rozwiązać.

W zasadzie równie dobra byłaby analogia do legendy o smoku wawelskim. Smok stał się taką udręką dla mieszkańców, że król oferował rękę królewny i połowę królewstwo dla śmiałka, który pokona smoka. My z przyjemnością powitalibyśmy śmiałka, który poradziłby sobie z problemami kompetencyjnymi i brakiem środków na rozwiązanie poszczególnych problemów.

Ale zostawmy legendy. Każdy nasz węzeł gordyjski to zapewne kombinacja odpowiedzialności poszczególnych organów państwowych i samorządowych oraz możliwości finansowych. A tam gdzie nie ma wystarczających środków finansowych, trzeba z czegoś zrezygnować – według decydentów są po prostu ważniejsze inwestycje. Podstawą każdej decyzji powinna być rzetelna informacja oparta na rzeczywistych danych. W dobie internetu i aplikacji mobilnych tzw. crowdsourcing, czyli zbieranie danych przez społeczność, staje się nie tylko wartościowym i wiarygodnym źródłem informacji, ale też wzmacnia poczucie decydentów, że podejmowane decyzje są społecznie sprawiedliwe. O tym jak to ważne, przekonuję się w pracach Rady Miejskiej, gdzie praktycznie każda decyzja oznacza, że ktoś się cieszy a ktoś inny się smuci.

Drogi i ulice są jednym z kluczowych i społecznie wrażliwych tematów, dlatego warto pomóc rządzącym i włączyć się w szukanie argumentów. Być może uda się przekonać decydentów, że nie możemy czekać kolejnych “x” lat na zmianę obecnego stanu rzeczy. Trzeba mieć też świadomość, że problemów z drogami nie da się zlikwidować z dnia na dzień, trzeba cierpliwości i wytrwałości a zdarza się też, że to “inni” mają rację.

Akcje społeczne Tak dla S7, Droga721, Przyjazna droga 721 pokazują, że aktywne działanie przynosi skutek. Połączmy wysiłki, by razem inicjować akcje, szukać argumentów, analizować cały układ ulic i dróg, aby stopniowo poprawiać naszą mobilność.

Grupa robocza “Odkorkuj Piaseczno”:

Robert Widz (radny Rady Miejskiej w Piasecznie), Michał Duraj, Michał Baranowski

Luty 2016