Chyliczkowska po zmianach

chyliczkowska-2

Jest połowa września, mija miesiąc od wprowadzenia dwukierunkowej Chyliczkowskiej.  Zastanawia mnie co teraz mówią i myślą zagorzali przeciwnicy tego rozwiązania? Czy można wciąż iść w zaparte i kwestionować zasadność tej zmiany?

Celowo czekałem do połowy września, żeby napisać jakikolwiek komentarz. Po moim wpisach wiecie zresztą, że jestem gorącym zwolennikiem tego rozwiązania. Rozumiałem obawy mieszkańców dotyczące „zakorkowania się” wyjazdu na ul. Chyliczkowską, ale nie miałem też wątpliwości. Liczby i symulacje (podawałem je w marcu 2018 r.) przeczyły tym obawom. Ocena każdej nowej organizacji ruchu wymaga czasu. Kierowcą uczą się nowych możliwości i odpowiednio dobierają sobie trasy przejazdu. Po kilku tygodniach sytuacja się normuje i widać efekty.

Spróbujmy wszyscy wyciągnąć wnioski. W pracy radnego stykam się z wieloma protestami. Właściwie to cały czas ktoś przeciw czemuś protestuje. Najwięcej emocji wywołują remonty i inwestycje drogowe. Pamiętam protesty mieszkańców ul. Sikorskiego, którzy protestowali przeciwko otwarciu połączenia ul. Sikorskiego z ul. Wojska Polskiego, pamiętam protesty mieszkańców ul. Szpitalnej i w końcu protesty przeciwko zmianom na Chyliczkowskiej – w każdym przypadku obawy były wielkie i dopiero koniec przebudowy uspokaja nastroje. Okazuje się bowiem, że nie taki „diabeł straszny”.

Niestety w przypadku dróg nie można sobie coś zrobić na próbę. Zmiany są kosztowne i praktycznie nieodwracalne, tym bardziej powinny być poparte wyliczeniami i symulacjami. Przykład Chyliczkowskiej pokazuje, że za drogi powinni brać się drogowcy ale pokazuje też, jak ważne były pomiary ruchu i wyliczenia prognozowanych przepływów ruchu samochodowego. I determinacja! Brawo Ksawery Gut z Zarządu Powiatu Piaseczyńskiego.

Wiem, że nie ma zaufania społecznego do urzędników. Jest tak wiele przykładów różnych „błędów i wypaczeń”, że to właśnie wywołuje obawy i niepokój: a jak znowu coś zepsują? Moim zdaniem nie można generalizować. Przeważnie mamy do czynienia z dobrymi rozwiązaniami – ale o nich się nie dyskutuje. Na językach są jedynie drogowe absurdy, które oczywiście się zdarzają.

Najgorzej, gdy przebudowa ulicy staje się sprawą polityczną. Ludzie, a więc potencjalni wyborcy, mają obawy lub czegoś nie chcą – wtedy można im obiecać to, co chcą usłyszeć. Tak jak ostatnio przeczytałem, że jeden polityk będzie dążył do przywrócenia jednokierunkowej Chyliczkowskiej. Ten wpis i film, który razem z Ksawerym Gutem zrobiliśmy w ubiegły piątek, dedykuję Panu Zalewskiemu i Panu Dąbkowi. Film dostępny jest na FB, kliknij TUTAJ.

W ten piątek, po nakręceniu filmu, wyjeżdżałem z ul. Zgody w kierunku ul. Armii Krajowej. Kolejka (czyli korek) był aż po ul. Zgody. Armagedon? Po 4 minutach jechałem ul. Armii Krajowej w kierunku Warszawy. Poprzedniego dnia jechałem od Żabieńca w kierunku Warszawy, o godz. 16.00. Zatrzymałem się przed ul. Żeromskiego, po 4 minutach przejechałem skrzyżowanie. Proponuję jeszcze raz obejrzeć film i zobaczyć, jak duże rezerwy przepustowości skrzyżowania tkwią w zachowaniu samych kierowców. Widać to po odstępach między samochodami – wystarczyłoby żwawiej ruszać wraz z innymi kierowcami, a skrzyżowanie przejechałoby kilka lub kilkanaście samochody więcej, w zależności od długości fazy. Trzeba też pamiętać, że na ruch na tym skrzyżowaniu ma ciągle wpływ budowa ul. Okulickiego.

Nie ma co się łudzić, że kogokolwiek wprowadzi takie rozwiązanie, że nie będziemy stać w korkach. Będziemy stać i to będziemy stać coraz dłużej. Uciążliwość korka oceniamy poprzez moment, w którym w nim tkwimy. Jeżeli kilkuset kierowców pojawi się na skrzyżowaniu w tym samym czasie to żadna super-hiper sygnalizacja świetlna nie pomoże. Największy wpływ na wielkość korka mamy my sami, wybierając czas, w którym pojawiamy się na ulicy. Koniec, kropka.

A skoro nie ma magicznego sposobu na zlikwidowanie korków, drogowcy muszą robić swoje: mierzyć natężenie ruchu, obserwować zwyczaje kierowców, modernizować infrastrukturę drogową, zastanawiać się nad organizacją ruchu, wprowadzać nowoczesną akomodacyjną sygnalizację świetlną. Muszą likwidować węzły gordyjskie, które wskazują mieszkańcy.

Z 3 największych węzłów pozostał tylko jeden – skrzyżowanie ul. Julianowskiej z ul. Okulickiego. Za 3-4 tygodnie i ten węzeł zniknie – nowa ul. Okulickiego od Julianowskiej do Puławskiej będzie gotowa a wraz z nią nowe skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną.

Mamy się z czego cieszyć.

A za kilka tygodni ruszy przetarg na przebudowę skrzyżowania ul. Głównej, pod Bateriami i IV Pułku Ułanów, Powstanie rondo i zniknie kolejny węzeł gordyjski. Trzeba brać się za kolejne węzły – jeden za drugim.

Robert Widz

Radny Rady Miejskiej w Piasecznie

20.09.2018